Beata mieszka w Portugalii od 2009 roku. Prowadzi profil na Instagramie „Matka Polka w Portugalii”. Bardzo tęskni za Polską, ale przyznaje, że z każdym rokiem coraz mniej, bo w Portugalii ma już swój świat, swoje rytuały i czuje się tutaj jak u siebie. Nigdy nie czuła się obco.
Swojego męża, Portugalczyka, poznała podczas wakacyjnej wymiany studenckiej.
– Taka letnia znajomość, przelotny romans. Mieliśmy w planie, żeby się skończył, ale tak się nie stało – opowiada. Przez jakiś czas byli w związku na odległość, odwiedzając się od czasu do czasu. W końcu nadszedł moment, w którym trzeba było zdecydować, co dalej. – Kupiłam bilet w jedną stronę i przyleciałam do Portugalii. To był grudzień, więc było zimno – wspomina.
– Mieszkania są chłodne, musiałam przyzwyczaić się do tej wilgoci. Wiedziałam, że tak jest, bo bywałam tu wcześniej zimą. Ale co innego być tydzień lub dwa, a co innego zamieszkać na stałe – dodaje.
Początki w Portugalii wspomina bardzo miło. Ricardo, mąż Beaty, pomógł jej zdobyć staż w aptece (studiowała farmację).
– To było dobre, żeby oswoić się z zawodem i rozwinąć się językowo – przyznaje. Po stażu znalazła pracę w aptece bardzo blisko miejsca zamieszkania.
– To był super start – wspomina.

Kocha Portugalię za dużą liczbę słonecznych dni, za świeże owoce, dobre jedzenie, za pomarańcze, które jej tutaj nie uczulają. Za plaże, ocean i prostsze, nieskomplikowane życie. – Jest dużo kawiarni, a kawa jest tania. Można ją kupić za 0,70–0,80 euro. Piekarnie i kawiarnie otwarte są od 6.00–7.00. Nie musisz iść do „Żabki” po jakieś podejrzane pieczywo i kawę z automatu, jak w Polsce – opowiada.
Według Beaty Portugalczycy są bardziej przyjaźnie nastawieni. To naród, który potrafi cieszyć się z tego, co ma.
– Gdybym teraz miała wrócić do Polski, byłaby to trudna decyzja. Ze względu na wojnę i np. na ceny mieszkań – mówi.
Zaskoczyło ją natomiast, że ludzie nie zdejmują butów, gdy przychodzą w odwiedziny. Dziwi ją również ogromna miłość do piłki nożnej, która jest tutaj wręcz świętością. – Jak jest mecz, to lepiej nie przeszkadzać – śmieje się.
Do plusów życia w Portugalii zalicza łagodniejszy klimat, szczególnie zimą, oraz bardzo dobrze działającą publiczną służbę zdrowia. Do minusów – politykę prorodzinną.
– Najbardziej boli mnie krótki urlop macierzyński i to, że przez to trzeba oddawać takie małe dzieci do żłobka – przyznaje.
Beata jest mamą dwójki dzieci i mieszka w São João da Madeira. Jej portugalskie życie płynie znacznie spokojniej niż w Warszawie.
– Uwielbiam Warszawę, bo ma dużo do zaoferowania, ale jest strasznie męcząca. Możesz mieć znajomych, z którymi nie widzisz się miesiącami, bo nikt nie ma czasu. W Portugalii komfort życia jest lepszy. Klimat też mi bardziej odpowiada. W zimie bywa chłodniej, ale zimy nie są agresywne i nie ma smogu – opowiada

Osoby planujące przeprowadzkę do Portugalii muszą liczyć się z papierologią.
– Jest tutaj duża biurokracja. Myślę, że warto uczyć się portugalskiego. Można porozumieć się po angielsku, ale znajomość języka ojczystego danego kraju zawsze ułatwia – mówi.
– Szukając mieszkania, polecałabym nowe budownictwo z dobrym ogrzewaniem centralnym. Koniecznie trzeba też sprawdzić, czy nie ma wiatrów. Kiedyś mieszkaliśmy w nasłonecznionym mieszkaniu, ale było „na przestrzał”. Okna nie były szczelne. Jak wiał wiatr, szczególnie tu na północy, to zimą bywało ciężko. Warto zwrócić na to uwagę – radzi.
Z jej doświadczeń wynika, że wychowanie dzieci w Portugalii różni się od tego w Hiszpanii. Tam rodzice bardzo dbają o bezpieczeństwo, stoją nad dziećmi na placach zabaw, by nie upadły. Beatę zaskoczyło także to, że w Portugalii podaje się dzieciom kawę z mlekiem. – Ja nigdy nie podawałam, ale wiem, że tutaj dzieci piją – mówi.
Nie do końca przypadły jej do gustu portugalskie wesela. – Są długie i męczące. Właściwie tylko się siedzi przy stole. Mało się dzieje – przyznaje. Zauważyła też różnice między chrzcinami w Polsce i Portugalii. Jako matka chrzestna w Polsce, gdy chciała wytrzeć główkę dziecka szatką, ksiądz zwrócił jej uwagę, że tak się nie robi. W Portugalii natomiast ksiądz sam wytarł głowę jej syna. – W Polsce chrzestny zapytał, kiedy zgasić świecę. Ksiądz powiedział, że ma być zapalona aż do wyjścia z kościoła. W Portugalii kazano ją zgasić od razu – dodaje.
– Zwyczaje są zupełnie inne. To mnie trochę zaskoczyło – mówi.

Życie w Portugalii nauczyło ją pokory i celebrowania codzienności. Cieszenia się spacerem, kawą, spotkaniami.
– Takiego radowania się drobiazgami, spędzania czasu rodzinnie, bycia ze sobą. To dla dzieci bardzo ważne. Carpe diem i korzystanie z każdej chwili, a nie gonienie za czymś. Nauczyło mnie też picia espresso – opowiada.
Beata najbardziej tęskni za ciepłą polską wiosną, latem i wczesną jesienią. Za ludźmi, przyjaciółmi, pracą w biurze, spotkaniami po pracy na piwie. Tęskni za rodziną, jedzeniem, za truskawkami w czerwcu, drożdżówkami, białym serem i kefirem. Ale nie ukrywa, że kiedy dłużej przebywa w Polsce – zaczyna tęsknić za Portugalią…
Jako obrazek wyróżniający artykułu użyłam zdjęcia, które pochodzi z archiwum prywatnego Beaty.
Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, zapraszam do kontaktu:
jwalska86@gmail.com




