Guiri to zagraniczny turysta, obcokrajowiec. Choć pierwotnie określenie to miało wydźwięk pejoratywny, dzisiaj używane jest przez Hiszpanów potocznie i niekoniecznie jest nacechowane negatywnie. Czasem używa się go żartobliwie.
Guiri w Hiszpanii
Typowy guiri odwiedzi bar, który rodowity Hiszpan ominie szerokim łukiem – w kwietniu przykryje głowę kapeluszem, czasem włoży skarpetki do sandałów. Nie rozstaje się z aparatem, często towarzyszy mu mapa. Na plaży przesadzi ze słońcem, czego wynikiem będzie czerwona opalenizna. I pewnie nie będzie mówił po hiszpańsku – a jak już, to bardzo mało. Guiris można rozpoznać na kilometr.

Chociaż nie spełniam cech klasycznej guiri, zawsze śmieję się, że jestem jedną z nich. Hiszpanie po mojej urodzie od razu wiedzą, że nie jestem stąd – nie da się tego ukryć. Żadnemu z nich (oczywiście mam na myśli tych, którzy mnie nie znają) nie udało się jednak odgadnąć mojego prawdziwego pochodzenia. Zazwyczaj jako pierwsze pada: Rosja, Francja, a nawet Włochy – co zaskakuje mnie najbardziej. Kilka osób powiedziało mi, że mam włoski akcent. Wydaje mi się to trochę dziwne. Hiszpanki nie przypominam, Włoszki na pewno też nie. Skąd więc miałabym wziąć włoski akcent? Nie mam pojęcia.
Znajomość języka hiszpańskiego
Hiszpanie od samego początku mówili mi: „Hablas muy bien español” (Mówisz bardzo dobrze po hiszpańsku). Mimo że jestem guiri, przeważająca większość ludzi nie dała mi odczuć, że jestem dla nich obca. Znajomość hiszpańskiego pozwoliła mi nie być do końca tą prawdziwą guiri. Pozwoliła mi wtopić się w hiszpańską rzeczywistość i poznać lepiej ich styl życia, kulturę i zwyczaje. Nie wyobrażam sobie żyć tutaj bez znajomości języka. To bardzo ciekawe – czy kiedy mówicie w obcym języku, nie macie wrażenia, że stajecie się człowiekiem z nową tożsamością i przenosicie się do całkiem innego świata?

Jestem guiri. Choć mówię o sobie, że mam hiszpańską duszę, w moich żyłach wciąż płynie polska krew.
Wychowałam się w zupełnie innym środowisku niż to, w którym żyję obecnie. Hiszpania i Polska to całkowicie różne kraje – inne światy, odmienne kultury i mentalności. Z biegiem czasu, żyjąc na emigracji, chłoniesz to, co cię otacza, i zaczynasz patrzeć na wszystko inaczej. Swój kraj postrzegasz już nie tak samo. Masz bardziej otwarty umysł. Poszerzasz horyzonty. Czerpiesz z nowej kultury. Zmieniasz się.
Życie w Hiszpanii okiem guiri
Jakie ono naprawdę jest? Co może zachwycić tutaj Polkę, która żyła trzydzieści lat tylko w swoim kraju, jednym miejscu, przyzwyczajona do codziennej polskiej szarości? Mnie najbardziej urzekł optymizm Hiszpanów, ich podejście do życia – potrafią odłożyć problemy na bok i skupić się na pozytywach. W Polsce często porusza się smutne, dołujące tematy, a tutaj usłyszysz „Hola, qué tal?” (Cześć, jak się masz?), a Hiszpan zawsze odpowie „bien” – dobrze.
Nie chcę oceniać, czy jest to dobre myślenie. Można by długo dyskutować na ten temat. Czasem przecież trzeba poruszać sprawy, które nie zawsze są kolorowe. Mam jednak wrażenie, że w Hiszpanii to ostateczność. A dla mnie – Polki, która przez większość swojego dotychczasowego życia znała tylko jeden schemat myślenia – hiszpańska mentalność jest zaletą i bardzo mi odpowiada.
Wychowanie dzieci w Hiszpanii
Na początku nie mogłam się do tego przyzwyczaić, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nauczyłam się większego luzu w podejściu do dzieci. I nie chodzi o to, że dzieci robią, co chcą, nie znają słowa „nie”, dobre maniery są im obce, a rodziców nie obchodzi ich niegrzeczne zachowanie. Tak nie jest. Oczywiście zdarzają się i takie przypadki, ale przecież nie tylko w Hiszpanii.
Osobiście uważam, że wychowanie pozbawione nadmiernego stresu sprawia, że hiszpańskie dzieci są szczęśliwe i bardziej otwarte na świat. Tutaj nikt się nie trzęsie nad dziećmi, nie obchodzi się z nimi jak z jajkiem. Gdy dziecko się przewróci, hiszpańska matka nie biegnie do niego przerażona (mam na myśli sytuacje, gdy naprawdę nic poważnego się nie stało). Kiedy twój trzylatek usiądzie na ziemi lub podłodze, również nie jest to dramat. Nikt nie będzie na ciebie krzywo patrzeć ani nie usłyszysz dziwnych podtekstów, jeśli nie zwrócisz mu na to uwagi.

Hiszpańska służba zdrowia
Następna rzecz to hiszpańska służba zdrowia – i między innymi z tego właśnie powodu cieszę się, że mieszkam w Hiszpanii. Chociaż stąd nie pochodzę, będąc w ciąży czułam się tutaj psychicznie o wiele lepiej niż w Polsce. Mimo że jestem guiri, nikt nie potraktował mnie źle ani gorzej od innych.
W moim kraju niestety zdarzyli się lekarze, którzy podeszli do mnie jakoś tak… nieludzko. Nie czułam się tam bezpiecznie, a mam porównanie, bo pierwsze dziecko urodziłam w Polsce. Chamskie docinki w polskim szpitalu były na porządku dziennym. W Hiszpanii – nie miały miejsca w ogóle. Zamiast tego spotkałam się z niezwykłą empatią.
Uśmiech
Ludzkie twarze pełne uśmiechu – to na pewno nie jest opis życia w Polsce. Ale w Hiszpanii też nie. Jeśli ktoś twierdzi, że tutaj wszyscy się do siebie uśmiechają, możecie być pewni, że to nieprawda. Zdarza się jednak, że ktoś nieznajomy powie ci „Buenos días” (Dzień dobry), uśmiechnie się i może nawet zamieni z tobą kilka słów. W Polsce na uśmiech od obcej osoby pewnie zareagowano by podejrzliwie – dopatrując się w tym raczej czegoś szalonego niż normalnego. 😉
To chyba najważniejsze, co chciałam przekazać w tym artykule. Będąc guiri w Hiszpanii, mój sposób myślenia zmienił się tak bardzo, że na pewno trudno byłoby mi odnaleźć się ponownie w Polsce. Nie wyobrażam sobie powrotu. Odkąd moje oczy ujrzały kolory Hiszpanii, nie chcę już patrzeć na polskie szarości. Nie uwiera mnie tęsknota za krajem.
Chociaż w Hiszpanii czuję się jak u siebie i mimo że nie zakładam skarpet do sandałów, opalam się na brązowo i język hiszpański nie jest mi obcy, wśród Hiszpanów zawsze pozostanę guiri – i dobrze mi z tym. Polka z krwi i kości, ale z hiszpańską duszą – to cała ja.





Ja w Polsce nie zauważyłem „codziennej polskiej szarości” gdzie Ty mieszkałaś w pieczarze?
Przyjedź do Hiszpanii, może wtedy ją dostrzeżesz. 😉
Rożnicę dostrzegę ale szarości na pewno nie. 🙂
Ale się uczepiłeś tej szarości. 😜