Czym jest szczęście?
To pojęcie tak szerokie, że każdy z nas nosi w sobie własną, niepowtarzalną definicję. Czym jest ono dla Was, drodzy Czytelnicy? Gdzie się kryje? W szeleście banknotów, w dźwięku silnika nowego samochodu, którego wszyscy dookoła tak bardzo Wam zazdroszczą? W pięknym domku z ogrodem, w radosnym śmiechu gromadki dzieci, w ciepłej domowej atmosferze, w spełnionej miłości? A może w prostych chwilach – w śpiewie ptaka siedzącego na gałęzi drzewa, albo w ulotnym momencie, gdy kolorowy motyl siada na Waszej dłoni?
Emigracja i szczęście – czy mogą iść ze sobą w parze?
Ile ludzi, tyle odpowiedzi. Czasem myślę, że to właśnie pogoń za szczęściem popycha nas do wyjazdu z Polski. Dlaczego to robimy? Powody bywają bardzo różne. Czy na poczucie szczęścia może wpływać miejsce, w którym żyjemy? Pamiętacie, co kierowało Wami, kiedy zdecydowaliście się na ten poważny krok? Lepsze zarobki, praca, chęć zmiany, potrzeba przeżycia czegoś nowego? A może w Polsce coś tak bardzo uwierało – niczym za małe buty – że chcieliście rzucić wszystko w cholerę i zacząć od nowa gdzieś indziej?
Czy udało Wam się stworzyć lepszy świat na emigracji?
Często nie dzieje się to od razu. W poszukiwaniu szczęścia z dala od ojczyzny trzeba pokonać wiele stromych, zawiłych schodów. Czasem się cofniemy, czasem upadniemy – aż w końcu uda się wejść na górę.

Emigracja nie jest dla wszystkich
Niektórzy, rozczarowani, wracają do Polski, bo nie wytrzymują prób, na jakie wystawiło ich życie za granicą. Czy emigracja jest więc tylko dla silnych? Trudno to ocenić. Wiem jednak jedno: emigracja uczy prawdziwego życia. Rozbiera Twoją duszę z nagromadzonych lęków – zdziera je warstwa po warstwie. Zmusza, by stanąć z nimi twarzą w twarz. Rzuca na głęboką wodę, zmienia myślenie, hartuje. Aż przychodzi taki dzień, kiedy możesz z pełnym przekonaniem powiedzieć: „Tak kurwa, jestem szczęśliwy/a!”.
Czym jest dla mnie prawdziwe szczęście?
W moim przypadku przyszło powoli – jak żółw. Zanim je znalazłam, musiałam zmierzyć się z samą sobą, o czym już kiedyś pisałam. Nie od początku byłam tutaj szczęśliwa, choć zawsze mimo wszystko próbowałam. Moje życie nie jest idealnie poukładaną układanką. Kilka puzzli nadal do siebie nie pasuje. I co z tego! I tak zamierzam być szczęśliwa – na przekór wszystkiemu.
A wiecie, co mnie tego nauczyło?
Mój najlepszy nauczyciel: emigracja. Hiszpania.
To właśnie ona pokazała mi, że nie warto tracić czasu na wieczne niezadowolenie. Nauczyła mnie szczęścia. Uzmysłowiła, że samo to, że istniejesz, jest już wystarczającym powodem. Zrozumiałam, że szczęście jest ulotne – jak każda chwila, która zaraz staje się wspomnieniem – dlatego trzeba je chwytać pełnymi garściami.

W Hiszpanii o wiele łatwiej być szczęśliwym.
Nie potrafię do końca wyjaśnić dlaczego. Czy to słońce? Inni ludzie i ich mentalność? Błękit nieba? A może spełnione marzenie? Moja codzienność jest zwyczajna, nieperfekcyjna, ale toczy się w wyjątkowym dla mnie miejscu.
Tak – jestem szczęśliwa.
Mam nadzieję, że Wy też. 🙂
Na zakończenie idealnie pasuje fragment piosenki A Contracorriente:
A contracorriente
Y aunque caiga la tormenta
Yo nunca pierdo la fuerza
Este es mi lugar
Persiguiendo al sol
Pod prąd
I nawet jeśli pojawi się burza
Ja nigdy nie tracę siły
To jest moje miejsce
Podążam za słońcem
A Wy? Znaleźliście swoje miejsce? Jesteście szczęśliwi na emigracji?




