Emigracja Życie moim okiem

Pokonałam wewnętrzne demony, czyli o stresie na emigracji

25 listopada, 2021

Każda z blizn, każdy ukruszony ząb czy złamany szpon, a nawet okaleczony ogon nie były śladami porażek. Och, wręcz przeciwnie. Były to trofea zwycięzcy. Abraxos był wojownikiem, który zawsze miał przeciwko sobie rywali z wielką przewagą, ale zdołał przeżyć. Uczył się z każdą walką i tryumfował.

Sarah J. Maas, Dziedzictwo ognia

Stres jest wszechobecnym towarzyszem naszego życia. W dzisiejszym, zwariowanym świecie to zmora wielu z nas. Negatywne informacje płynące z telewizora, choroba dziecka, chaos w pracy, korki na drogach – w mniejszym lub większym stopniu doświadczamy stresu każdego dnia. Czy istnieje ktoś, kto choć przez chwilę nie poczuł się tak, jakby tkwił w sidłach toksycznego napięcia? Nie sądzę.

Czym właściwie jest stres?

Stres bywa dobry, kiedy mobilizuje i motywuje do działania – to eustres, stres pozytywny. Jednak w rzeczywistości nie zawsze odczuwamy jego korzyści. Czasem sytuacji stresowych gromadzi się zbyt wiele i dochodzi do ich kumulacji. Wtedy eustres przemienia się w dystres – stres negatywny, który potrafi utrudnić codzienne funkcjonowanie. Wysysa z nas energię, a na dłuższą metę staje się niebezpieczny. Powoli zabija, trując jak dym papierosowy.

Przyczyn stresu jest wiele. Jedną z nich jest emigracja – a właściwie jej początki. Wiele można przeczytać o stresie emigracyjnym, o napięciu, z którym mierzą się osoby wyjeżdżające do innego kraju. „Stres w Hiszpanii? Co ty mówisz, kobieto?” – pomyśli niejeden. A jednak, czy to słoneczna Hiszpania, czy deszczowa Anglia, stres może być taki sam. Nie wynika bowiem z charakteru kraju, lecz ze zmiany – ogromnej, życiowej zmiany. Czy każdy przed wyjazdem zdaje sobie z tego sprawę? Nie wiem. Ja nie byłam tego świadoma.

stres-na-emigracji

Mówi się o tym rzadko, nie każdy chce się do tego przyznać. Ale ja postanowiłam opowiedzieć swoją historię i uprzedzić was, czego możecie się spodziewać, choć mam nadzieję, że emigracyjny stres pozostanie wam obcy. Nie wszystkich dotyka tak samo – każdy ma własną emigracyjną historię, którą nosi gdzieś na dnie swojego serca.

Emigracja to poważna decyzja. Niektórzy myślą, że wyjadą za granicę, powiedzmy do Hiszpanii, zostawią problemy za plecami, a potem nagle otworzą się przed nimi drzwi do nowego, lepszego życia. I może w niektórych przypadkach tak jest. Na pewno znajdzie się ktoś, kto stresu nie doświadczy. Ktoś inny jednak odczuje go aż nadto. W poszukiwaniu szczęścia na emigracji często trzeba przejść niełatwą, wyboistą drogę.

Stres emigracyjny

Stres na emigracji może przybierać różne formy. Głównym winowajcą jest proces adaptacji do nowego, nieznanego środowiska. U każdej osoby inny czynnik może być dominującym stresorem: bariera językowa, poszukiwanie mieszkania czy pracy, brak pieniędzy, poczucie wyobcowania, niezrozumiałe zwyczaje, inna mentalność, tęsknota za domem, rozstanie z rodziną, a czasem po prostu sama zmiana. Jedni są bardziej odporni na stres, inni mniej. Emigracja to duże wyzwanie, które dotyka psychiki – nie wszyscy odnajdą się w nowej rzeczywistości.

Emigracyjny stres bywa przejściowy, lecz jeśli trwa długo, może prowadzić do nieustannego napięcia, a nawet zaburzeń lękowych, przygnębienia czy depresji. Emigranci są bardziej narażeni na takie stany właśnie z powodu procesu adaptacji w nowym kraju. U osób wrażliwych, które miały wcześniej problem ze stresem, czy doświadczyły stanów lękowych lub depresyjnych, na emigracji może dojść do ich pogłębienia.

Kiedy wyjechałam do Hiszpanii, nie zdawałam sobie sprawy, że mogę doznać stresu – i dlatego moje początki dały mi tak bardzo w kość. Cieszyłam się, że zamieszkam w wymarzonym miejscu na ziemi. A jednak stres, który zaatakował mnie znienacka, szybko dał o sobie znać. Zderzyłam się z rzeczywistością, która różniła się od moich wyobrażeń. Dlatego nie twórzmy wyłącznie pięknych wizji, myśląc o emigracji – rzeczywistość może okazać się zupełnie inna.

Adaptacja na emigracji

Zawsze byłam wrażliwa na otaczający mnie świat, silnie reagowałam na stres oraz na zmiany. To, co przeżyłam, stawiając pierwsze kroki w Hiszpanii, jeszcze bardziej uwypukliło moje słabości. Emigracja wywołała u mnie gwałtowny wzrost stresu. Początkowy etap adaptacji sponiewierał mnie, wyciągnął na światło dzienne moje lęki. Zabójczy stres ukazał swoją prawdziwą twarz – zniewolił mnie, rzucił kłody pod nogi. A ja nie wiedziałam, co się ze mną dzieje – nie kojarzyłam tego ze stresem.

Czułam narastające napięcie. Budziłam się bez energii, nie mogłam jeść. Najchętniej nie wychodziłabym spod kołdry, jakbym chciała schować się przed całym światem i lękami kłębiącymi się w mojej głowie. Poduszka przesiąkła nimi do tego stopnia, że każdy z nich znała na wylot.

stres-na-emigracji

Tęskniłam potwornie – za Polską, rodziną, ulubionymi ścieżkami, zapachem powietrza po burzy, za wszystkim, co bliskie. A na dodatek prawie codziennie od rana do wieczora byłam sama z rocznym synem. Czułam zagubienie i samotność. Stres osiągnął apogeum – nigdy wcześniej nie odczułam jego skutków tak dotkliwie.

Myślałam, że coś jest ze mną nie tak. Że jestem chora. Ten stres mnie wtedy wyniszczył. Poturbował. Pokazał, że walka z nim to jak walka z wiatrakami – że jej nie wygram, a on zeżre mnie w całości, śmiejąc mi się prosto w twarz.

Potwory są prawdziwe. Tak jak i duchy. One żyją w nas. I czasami wygrywają.

Stephen King

Moje lęki

Myślałam nawet, że mam nerwicę. Ataki paniki? Może nie całkiem, ale coś bardzo podobnego. Męczyło mnie nieustające napięcie połączone z uporczywym niepokojem. Serce waliło jak młot – czułam, że zaraz umrę. Byłam przekonana, że szwankuje moje serce. Jednak okazało się, że problem tkwił w mojej głowie. Zmartwiona poszłam do kardiologa. Starszy, sympatyczny lekarz podłączył mnie do EKG.

Uuuh, estás nerviosa (Jesteś zdenerwowana) – powiedział z uśmiechem, patrząc na ekran, po czym zerknął na moje gołe cycki.

Zrobił echo. Serce było zdrowe. Zalecił sport, relaks i pracę nad sobą, zapewniając, że to tylko nerwy.

Pero no me estreso por nada (Przecież niczym się nie stresuję) – odparłam zdziwiona.

Llevamos todo dentro y a veces nos parece que no nos estresamos, pero nuestro cuerpo dice lo contrario. Quizás estabas mejor en tu tierra? (Wszystko nosimy w środku i czasem wydaje się nam, że się nie stresujemy, jednak nasze ciało mówi co innego. Może było ci lepiej na twojej ziemi?) – zadał pytanie, które na tamten moment pozostało bez odpowiedzi.

Jednak te słowa mnie zatrzymały i dały do myślenia – od razu nasunęło mi się rozwiązanie męczącego mnie stanu. Empatii tego człowieka nie zapomnę – spadł mi wtedy z nieba.

Nie pamiętam dokładnie, ile to trwało i kiedy pożegnałam się ze stresem – prześladującym mnie demonem. Któregoś dnia po prostu wyniósł się z mojego życia. Odpieprzył się ode mnie, poszedł w zapomnienie, a ja zaczęłam prawdziwie delektować się moim nowym życiem w Hiszpanii.

Nie byłam tego świadoma

Może właśnie dlatego uderzyło mnie to tak mocno – bo nie byłam świadoma, skąd bierze się to napięcie. Niby niczym się nie stresowałam, niby byłam szczęśliwa, a jednak stres związany z życiową zmianą manifestował się w objawach somatycznych, które wysyłało moje ciało. Siedział głęboko w podświadomości. Musiałam przeżyć to całą sobą, aby nazwać po imieniu i zrozumieć. Chyba nie byłam w pełni gotowa na emigrację.

Początkowo sama myśl o opuszczeniu Polski ściskała mnie za gardło, a w moich oczach pojawiały się łzy, których napływu nie kontrolowałam. Całe moje dotychczasowe życie toczyło się tam – a tu nagle taka zmiana. Zmiana o dwóch obliczach: dobrym i złym. Z jednej strony było to spełnienie mojego marzenia, co bardzo mnie cieszyło, z drugiej – coś wewnątrz mnie protestowało i nie dawało spokoju.

Z perspektywy czasu jestem wdzięczna temu stresowi – mojemu demonowi, z którym przyszło mi się zmierzyć. Należę do osób wrażliwych i jestem mało odporna na stres, ale zrozumiałam, że nie można z nim walczyć. Walka tylko go wzmacnia. Akceptacja – osłabia. Człowiek walczący ze stresem z góry skazany jest na porażkę. To jest nierówna walka. Jeśli zaczniesz toczyć z nim bitwę, twoje napięcie tylko się nasili, a on powali cię na glebę, po czym parsknie ci śmiechem w twarz.

Jak radzę sobie ze stresem?

Kiedyś myślałam, że trzeba z nim walczyć, więc się siłowałam – a on wygrywał. Wstydziłam się mojej wrażliwości, traktowałam ją jak słabość. Chciałam ją zmienić, ale się nie dało. Dziś widzę w niej siłę.

Nie stanę się nagle wyluzowaną kobietą, która niczym się nie przejmuje – taka nie jestem. Ale zaakceptowałam to. Lubię siebie. Dziś wciąż zdarza mi się stresować, lecz mam na to sposób. Raz działa lepiej, raz gorzej, ale działa.

NIE WALCZ ZE SOBĄ, WALCZ DLA SIEBIE

Gdy stres przychodzi, pozwalam mu być. Nie uciekam, nie walczę. On pozostaje z boku, a ja nie zaprzątam sobie nim głowy, tylko działam. Obserwuję go, oddycham, robię swoje. Nie skupiam się na nim. Wtedy słabnie. Idę dalej, nie zwracam na niego uwagi.

Już twój demon nie śmieje się z ciebie głośno, nie paraliżuje cię. Jego szyderczy wyraz twarzy powoli zamienia się w zdziwienie, że nie ma już nad tobą władzy. W końcu odchodzi w cień, a ty masz nad nim przewagę. I satysfakcję, że ci się udało.

Odwaga polega na tym, że nawet jeśli śmiertelnie się boimy to i tak wsiadamy na konia.

Colleen Houck

Czasami po prostu trzeba być odważnym. Trzeba być silnym. Czasami nie można ulegać czarnym myślom. Trzeba pokonać te diabły, które wpychają się do twojej głowy i próbują wzbudzić paniczny strach. Przesz naprzód, krok za krokiem, z nadzieją, że nawet jeśli się cofniesz, to tylko trochę tak, że kiedy znowu ruszysz przed siebie, szybko nadrobisz zaległości.

John Marsden, W pułapce nocy

Stres reakcją na zmianę

Przeżyłam emigracyjny stres, który wynikał z życiowej zmiany oraz z podświadomego lęku przed tym, co nowe i jeszcze niezbyt dobrze znane. Najgorszemu wrogowi nie życzę tego uczucia pełnego nieuzasadnionego lęku, który pojawiał się od razu po otwarciu oczu nad ranem i towarzyszył mi prawie na każdym kroku – zrozumie mnie ten, kto również przez to przeszedł.

Moje wewnętrzne demony nie pozwalały mi spokojnie spać. Ich obecność miotała mną na wszystkie strony, a ja czułam bezradność i nie potrafiłam się im odpowiednio przeciwstawić.

Nie zatrzymałam się jednak w jednym miejscu ani nie zrobiłam kroku w tył. Przeszłam przez niełatwy etap tylko po to, aby odbić się od dna i na nowo pokochać siebie oraz otworzyć się w pełni na nową rzeczywistość. Postawiłam krok naprzód – z każdym kolejnym było już łatwiej, lepiej, bardziej optymistycznie.

Nie spodziewałam się, że może mnie to spotkać

Wyjeżdżając, nie miałam pojęcia o istnieniu stresu emigracyjnego. A jednak to doświadczenie doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem teraz. Pozostawiło blizny na duszy, ale nie są one powodem do wstydu. Przeciwnie – przypominają mi, że jestem silna. Lubię je. Są częścią mnie i jestem z nimi szczęśliwa.

Stajemy się wolni od cierpienia, kiedy doświadczymy go na wylot.

Marcel Proust

Jestem ciekawa, czy Wy także doświadczyliście emigracyjnego stresu i jak sobie z nim poradziliście. Myślę, że w większym lub mniejszym stopniu dotyka on każdego – z różnych powodów. Życzę Wam z całego serca, aby omijał Was szerokim łukiem, a jeśli już wpadniecie w jego sidła – abyście pomimo ran wyszli z nich cali, silniejsi, a Wasze blizny były powodem do dumy. ❤️️

Podoba Ci się ten wpis? Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz go dalej. A może masz ochotę zostawić po sobie ślad w formie komentarza?
Jeśli doceniasz moje treści i lubisz czytać moje teksty, możesz mnie symbolicznie wesprzeć, stawiając mi wirtualną kawę, która da mi energię do dalszego tworzenia 🤩

Postaw mi kawę ☕️

Inne ciekawe wpisy

Powiadomienia
Powiadom o
guest
4 comments
najstarszy
najnowszy oceniany
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
365dniwobiektywielg
4 lat temu

Jak w Hiszpania można się stresować, pogoda i atmosfera na to nie pozwoli

365dniwobiektywielg
Odpowiedź do  Joanna
4 lat temu

Pewnie stresują się tak samo jak wszędzie

mtotowear
4 lat temu

„Niby niczym się nie stresowałam, niby byłam szczęśliwa, a jednak stres związany z życiową zmianą manifestował się w objawach somatycznych, które wysyłało moje ciało” – kiedy już nauczymy się słuchać tego co subtelnie mówi nam nasze ciało, to staniemy się bardziej świadomi i w dłuższej perspektywie to jest naprawdę uwalniające 🙂 To taka trochę druga intuicja, drogowskaz.

Ja również przeprowadzałam się wiele razy, zarówno w obrębie Polski (podlasie, pomorze, mazowieckie), ale i za granicę, Szwecja, Nowa Zelandia, Indie. Jednak u mnie za każdym razem największy stres wynikał z powrotów do Polski, a zwłaszcza do Warszawy. Pierwsze dwa lata po powrocie „na dobre” nie umiałam się odnaleźć, pracowałam jak szalona, nikogo tu nie znałam, nie miałam rodziny ani nawet ekspatów, z którymi za granicą zawsze się trzymałam i umiałam znaleźć wspólny język, aż moje ciało w końcu powiedziało stop i zakończyło się to depresją.
Teraz już coraz lepiej umiem słuchać sygnałów i polecam to każdemu!

4
0
Czekam na Twój komentarz :)x