Życie moim okiem

Jak pokonać lęk przed prowadzeniem samochodu?

16 lutego, 2022

Masz prawo jazdy, które od dłuższego czasu leży głęboko w szufladzie? Boisz się jeździć? Na samą myśl ogarnia Cię paraliżujący strach? Ten wpis jest specjalnie dla Ciebie. Też tak miałam. Opowiem Ci o moim doświadczeniu…

28.06.2005 rok – dzień, w którym zdałam egzamin na prawo jazdy. Udało mi się to za… dziesiątym razem. I wcale się tego nie wstydzę. Zajęło mi to aż tyle czasu nie dlatego, że nie umiałam jeździć, ale dlatego, że zżerał mnie potworny stres, który dosłownie odbierał mi myślenie. Pamiętam, że powiedziałam sobie wtedy, że jeśli teraz nie zdam, to znaczy, że się do tego nie nadaję i po prostu dam sobie spokój – i wtedy zdałam.

Prawo jazdy jednak schowałam gdzieś na dnie szuflady i przeleżało tam prawie 17 lat! Przez ten czas praktycznie w ogóle nie jeździłam. Pod tym względem chyba nie wierzyłam dostatecznie w siebie. Wmówiłam sobie, że nie potrafię, i trwałam w tym zupełnie bez sensu. Aż przyszedł moment, kiedy potrzebowałam stać się w tej kwestii niezależna. Sama też miałam wielką ochotę to zmienić.

Całkiem niedawno, bo na początku listopada, zrobiłam pierwszy krok. Tego dnia, po 17 latach, otworzyły mi się oczy – zrozumiałam, że nie wierzyłam wystarczająco w swoje możliwości. Jeżdżenie samochodem było moją zmorą, nie mogłam przełamać tej bariery. Bałam się. Ostatnie miejsce, gdzie można było mnie zobaczyć, to w samochodzie za kierownicą.

Zapisałam się na kilka jazd z instruktorem. Na pierwszą przyszłam lekko zestresowana i, jak zwykle, okazało się, że niepotrzebnie. Myślałam, że nie będę umiała nawet uruchomić samochodu i ruszyć. Jak bardzo się zdziwiłam, kiedy ruszyłam i pojechałam tak, że zaskoczyłam samą siebie.

Joana, lo has hecho muy bien, el miedo está sólo en tu cabeza (Dżoana bardzo dobrze ci poszło, strach jest tylko w twojej głowie) – usłyszałam na koniec od instruktora.

lek-przed-prowadzeniem-samochodu

Jedną z najczęściej występujących fobii na świecie jest amaksofobia, czyli paniczny lęk przed prowadzeniem auta. Jednak wielu z nas odczuwa stres, który wcale nie musi oznaczać fobii. Jeśli przez długi czas nie prowadziliśmy samochodu albo mamy niewielkie doświadczenie, takie uczucie jest całkowicie normalne. Nie znaczy natomiast, że mamy tego unikać jak ognia – musimy po prostu się z tym zmierzyć.

Stres przed prowadzeniem samochodu może objawiać się fizycznie i psychicznie, ale nawet nadmierny strach można nauczyć się kontrolować. Zapewniam Cię, że z czasem mija. Jak więc przełamać blokadę? Po prostu wsiąść do samochodu, ruszyć i jeździć. Wiem, że łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić, ale w tym przypadku nie ma innej opcji.

Pamiętaj: jeśli masz prawo jazdy, to znaczy, że potrafisz prowadzić samochód. Egzaminator raczej nie pozwoliłby Ci zdać tylko z powodu pięknych oczu. Brakuje Ci jedynie doświadczenia, wprawy i pewności siebie, a to zdobędziesz tylko dzięki regularnej jeździe.

Paraliżuje Cię strach? Pomimo tego – siadaj i jedź. Lęk siedzi tylko w Twojej głowie. Jazda samochodem, choć początkowo wydaje się trudna, po czasie okaże się zaskakująco prosta. Nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Odwaga polega na tym, że nawet jeśli śmiertelnie się boimy to i tak wsiadamy na konia.

Colleen Houck

Na potrzeby tego tekstu zamieńmy „konia” na „auto”. 😂

Bądźmy więc odważni. Wsiądźmy do auta, włączmy silnik i… w drogę! Mamy tylko jedno życie. Nie warto tracić czasu na strach.

Joana, confía en ti, porque conduces bien (Dżoana uwierz w siebie, bo dobrze jeździsz) – tymi słowami instruktor zakończył moją ostatnią jazdę. To było bardzo budujące. Od tego momentu zaczęła się moja prawdziwa wiara w siebie za kierownicą.

Po jazdach z instruktorem przyszedł czas, aby zmierzyć się z lękiem samodzielnie – i to było najtrudniejsze. Na początku jeździłam z mężem, który cały czas dawał mi rady. Nie ukrywam, że strasznie mnie to denerwowało. Czułam się niepewnie, oblewał mnie pot, serce waliło jak młot, trzęsłam się w środku. A mimo to jechałam dalej.

To bardzo ważne, aby uczyć się jeździć samemu. Z instruktorem przełamiesz pierwsze lody, ale nie nauczysz się podejmować decyzji na drodze. Odpowiedzialność musi być po Twojej stronie.

Nie zapomnę tego uczucia, kiedy po raz pierwszy pojechałam zupełnie sama. Włączyłam muzykę i pełna adrenaliny ruszyłam odkrywać siebie na nowo.

Kurwa, to niemożliwe! – mówiłam sama do siebie. A jednak możliwe. Wszystko jest możliwe, jeśli tylko na to pozwolimy. Zrzućmy więc z rąk te kajdany, bo widzimy je tylko my sami.

Z każdą jazdą czuję się pewniej. Nie przejmuję się, kiedy coś mi nie wyjdzie. Na początku nieraz czułam się jak debil na drodze i zostałam przez to strąbiona – czasem mi się należało. Ale się nie zrażałam. Nie od razu Kraków zbudowano.

Najlepszym nauczycielem jest Twój ostatni błąd. Tylko w ten sposób nauczysz się jeździć. W końcu dojdziesz do perfekcji – trening czyni mistrza. Ważne, aby się nie poddawać. A przed uruchomieniem samochodu włączyć przede wszystkim… pozytywne myślenie.

Teraz żałuję, że czekałam aż 17 lat. Nagle odkryłam, że uwielbiam jeździć. Kiedyś nie mogłam uwierzyć, że można czerpać z tego przyjemność. I chociaż do idealnej techniki jeszcze trochę mi brakuje, wiem, że zaszłam daleko. Robię coś, co niedawno wydawało mi się niemożliwe – a okazało się, że istniało tylko w mojej głowie. To naprawdę wspaniałe uczucie.

Jeśli ja mogłam po 17 latach, to Ty też możesz. Ale najpierw uwierz w siebie. Szerokiej drogi!

PS Ostatnio już nikt na mnie nie trąbi. To chyba dobry znak. 🤭

Podoba Ci się ten wpis? Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz go dalej. A może masz ochotę zostawić po sobie ślad w formie komentarza?
Jeśli doceniasz moje treści i lubisz czytać moje teksty, możesz mnie symbolicznie wesprzeć, stawiając mi wirtualną kawę, która da mi energię do dalszego tworzenia 🤩

Postaw mi kawę

Inne ciekawe wpisy

Powiadomienia
Powiadom o
guest
8 comments
najstarszy
najnowszy oceniany
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
aksinia-kawa-pudelka
3 lat temu

Jakbym o sobie czytała – znaczy, początek, bez happy endu w postaci przyjemności z jazdy i pewności siebie za kółkiem. Na razie mam ochotę świętować za każdym razem, jak dojadę żywa na podwórko.

Facetka
Facetka
3 lat temu

Ja do tej pory mam lekki stresik przy prowadzeniu auta. Mieszkając w Pl mąż kupil mi do nauki starego golfa (był już pełnoletni czyli 18 lat- samochód, nie mąż) I rzecze do mnie „do nauki, aby szkoda nie było”. Była to manualna skrzynia biegów i mój koszmar! Stres redukowania biegów! Ba! Ja nie potrafiłam ich gładko bez stresu zmieniać, a ruszać na rondzie i od razu skręcać i zmieniać biegi? Serio, jak typowa baba za kierownicą. Często wolałam się przejść z ciężkimi siatami niż odpalać auto. Już nie wspomnę swoje pierwsze „przyrysowanie” auta… Teraz kupiliśmy dla mnie auto w automacie – wiem, moj mąż mowi ze to auto dla idiotów- ale jeżeli tak, to wolę być idiotą. Mogę się skupić w zupełności na jeździe, a nie jeszcze na szarpaniu biegami. Nie powiem, aby to było moje nowe hobby, ale jak trzeba to i sama do Köln pojadę, mimo że mapa Google 5x będzie mi na nowo trasę ustawiać (bo wiadomka, że po drodze coś pomylę)

Facetka
Facetka
Odpowiedź do  Joanna
3 lat temu

Ja jednak pozostaje już na zawsze wierna automatowi 🙂 niestety manual nie wszedł mi w krew 😛

Hiszpaniawjednastrone
2 lat temu

Ten tekst to chyba o mnie :):) Ja próbowałam zdać prawko wiele lat temu, nie udało się 2 razy, zraziłam się i zrezygnowałam. Muszę jednak przyznać, że bardzo rzadko kogoś krytykuję, ale instruktora miałam gorzej niż beznadziejnego. Zważywszy na to i tak spory sukces, że cokolwiek się nauczyłam, chyba nie było najgorzej. Wróciłam do tematu po wielu latach, już po trzydziestce. Wcześniej migałam się jak mogłam i wolałam wszędzie dojeżdżać komunikacją miejską, nawet jeśli było to niewygodne. W każdym razie zdałam za trzecim razem i też przede wszystkim trochę to trwało przez meeeega stres. Taki rzeczywiście obezwładniający. A potem kupiłam samochód i…stał. Stał 3 lata zanim musiałam zdobyć się na odwagę. Zapisaliśmy syna do szkoły dość daleko i nawet nie byłoby opcji dojeżdżać inaczej. W sumie to był dobry krok, bo po prostu musiałam prowadzić. I zawsze czułam paniczny strach na myśl, że w ogóle miałabym wyjechać z garażu. Nie wiem jak to ludzie robią, że się nie boją. A przynajmniej, że ten strach mogą jakoś kontrolować. Szczerze mówiąc miałam etap, że jak patrzyłam na syna to sobie myślałam, że kocham go nad życie, a co się stanie jak będę narażać go na jakiś wypadek? 😀 Teraz się śmieję i wiem, że to trochę nienormalne podejście, ale ta fobia była strasznie silna. No ale pierwsze koty za płoty, jak raz pojechałam to zaczęłam jeździć. Koniec końców jeździłam już wszędzie, nawet w dłuższe podróże. Ojj, może omijałam jedno poznańskie rondo, które przebudowali tak, że musieli załączać instrukcję w internecie i ciągle są tam wypadki 😀 Choć ten strach też pewnie w mojej głowie. Od miesiąca mieszkamy w Hiszpanii i znów to samo. Bo tu jakoś inaczej i wszędzie pełno rond haha. Choć może ten strach i tak ciut mniejszy. No ale jeszcze kilka dni temu miałam straszną blokadę i jak mąż pojechał na 10 dni do Polski to postanowiłam nawet po ciężkie zakupy w tym upale chodzić z synem na piechotę. Skończyło się kocie jedzenie, sklep zoologiczny daleko… korzystając z chwili odwagi szybko wsiedliśmy do auta zanim się rozmyśliłam 😀 I oczywiście nie taki diabeł straszny. Dziś też już pojechaliśmy do sklepu. Jednym słowem będę jeździć 😀 Kibicuję wszystkim, którzy mają ten sam problem. Chyba jest trochę takich osób, a oczywiście brakuje im tylko pewności siebie, może są lepszymi kierowcami niż inni. PS. Ale parkować to nadal tak sobie umiem… na kursie manewry szły mi najlepiej, a miasta się bałam, a teraz właśnie największy problem z parkowaniem. Ale to już sobie poćwiczę.
Aaa, ale motyw jest jeszcze tego rodzaju, że jak już jeżdżę to to uwielbiam 😀 Najbardziej mnie to relaksuje. I kocham autka, a najbardziej zabytkowe :):)

8
0
Czekam na Twój komentarz :)x