Emigracja Hiszpania

Emigracyjne przemyślenia, czyli o tym, jak zmieniła mnie Hiszpania

12 maja, 2021

Emigracja to nie tylko wyjazd z ojczyzny i odkrywanie nowego kraju. To także podróż w głąb siebie, podczas której towarzyszy nam nie tylko walizka z ubraniami czy osobistymi rzeczami. Opuszczając miejsce, z którym byliśmy tak mocno związani, zabieramy ze sobą przede wszystkim nasz dotychczasowy bagaż – ten, który nosiliśmy przez całe życie. Zostawiamy za sobą cząstkę siebie, swoją kulturę i wszystko to, do czego byliśmy przyzwyczajeni. Tego nie da się spakować i przywieźć w torbie podróżnej, bo nosimy to w sobie. Są rzeczy, których nie można wyjąć z walizki i założyć niczym ubrania, by żyć jak dawniej. Trzeba się z nimi pożegnać, zamknąć pewien etap i odkryć siebie na nowo. Żyjąc na emigracji, stajemy się kimś innym, niż byliśmy do tej pory.

Ostatnio czytałam ciekawy artykuł pt. Emigracja – źródło nowej tożsamości?, dotyczący psychologicznych aspektów emigracji. Zainspirował mnie on do wielu przemyśleń. Autor wspominał m.in., że żyjąc w innym kraju, nasza tożsamość poszerza się o nowe elementy. Mówiąc w obcym języku, stajemy się trochę inną osobą, a funkcjonując w odmiennej kulturze, inaczej postrzegamy także tę własną. Poznanie nowej kultury otwiera nas na inne sposoby wyrażania siebie. Według autora „życie na emigracji nierozłącznie wiąże się z doświadczeniem straty w różnych obszarach naszego życia”. Tracimy również ciągłość własnej tożsamości. W nowej rzeczywistości musi ona ulec przemianie – wymaga od nas, byśmy zbudowali ją od nowa. To wewnętrzna walka i konieczność zamknięcia za sobą drzwi. Czy jest to łatwy proces? Z pewnością nie przebiega tak samo u wszystkich. Różnimy się psychiką, wrażliwością, odpornością na stres i sposobem reagowania na zmiany.

emigracja-do-hiszpanii

Od mojego przyjazdu do Hiszpanii minęło już kilka lat. W tym czasie wiele się we mnie zmieniło – mam inne spojrzenie na świat. Moja emigracyjna przygoda zaczęła się w Ourense, w Galicji. W Hiszpanii byłam zakochana od początku, ale sama adaptacja okazała się już nie taka kolorowa. Dziś widzę, że największa trudność tkwiła we mnie. Najcięższe bitwy na emigracyjnym polu przyszło mi stoczyć z samą sobą.

Nie przeżyłam szoku kulturowego – hiszpański świat od pierwszych chwil bardzo mi się podobał. To nie zewnętrzne rzeczy były dla mnie problemem, ale te, które działy się wewnątrz mnie. Nie potrafiłam ich wtedy ani nazwać, ani zrozumieć. Bariera językowa istniała jedynie w mojej głowie. Znałam język na tyle, by swobodnie funkcjonować, więc nie czułam się wyobcowana. Dzięki temu łatwiej było mi odnaleźć poczucie przynależności do tutejszej, bardzo przyjaznej społeczności.

A jednak na początku czułam się samotna i trochę zagubiona. Tęskniłam za rodziną i za Polską. Bywało, że nostalgia dosłownie rozdzierała mnie od środka. W takich momentach marzyłam o powrocie – sprawdzałam loty, miałam ochotę spakować się i na zawsze zostawić moją Hiszpanię. Z jednej strony było mi tu dobrze, spełniłam swoje marzenie. Z drugiej – moja podświadomość mówiła zupełnie co innego. Przez pierwsze miesiące dopadał mnie niezrozumiały stres, z którym czasem nie potrafiłam sobie poradzić.

Dziś wiem, że wynikało to z tego, że nie umiałam zamknąć za sobą starych drzwi – świadomie zakończyć życia w Polsce, które znałam od urodzenia. Nie mogłam się z tym pogodzić, a przez to trudniej było mi otworzyć się na nową rzeczywistość. Nie potrafiłam pożegnać się z moim bagażem, tym, który niosłam przez całe dotychczasowe życie. To kwestia przyzwyczajenia, charakteru, wrażliwości. Każdy reaguje inaczej.

Musiałam poskładać siebie od nowa, otworzyć kolejne drzwi, zbudować nową tożsamość. Towarzyszyło mi poczucie wielkiej straty. W tamtym czasie nawet nie wiedziałam do końca, czego mi brakuje. Nie potrafiłam tego nazwać. Dziś wiem, że była to pustka po tej części mnie, którą zostawiłam w Polsce – po świecie, do którego tak bardzo przywykłam. To doświadczenie nie było łatwe, ale niezwykle potrzebne. Ukształtowało mnie i wpłynęło na to, kim jestem teraz.

Bo ludzka siła wyrasta ze słabości.

Ralph Waldo Emerson

W końcu nadszedł dzień, w którym wygrałam tę walkę i poczułam spokój. Z pełnym przekonaniem przyznałam wtedy sama przed sobą, że Hiszpania to mój dom. Stało się to podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce – wtedy to właśnie zatęskniłam za Hiszpanią i zrozumiałam, że to tutaj jest moje miejsce. Gdy nadszedł odpowiedni moment, stare drzwi zamknęły się same, a wszystko nabrało sensu.

Co ta Hiszpania w sobie ma? Czy życie tutaj jest idealne? Oczywiście, że nie. To nie żadna idylla, nie „życie jak w Madrycie” pozbawione trosk. A jednak Hiszpania ma w sobie coś, co mnie do niej przyciągnęło. Tutaj żyje się lżej, spokojniej. Hiszpanie mają lepsze podejście do życia, potrafią cieszyć się drobiazgami, inaczej przeżywają problemy. Zwykły uśmiech obcej osoby potrafi osłodzić dzień.

Życie tutaj pokazało mi, że można żyć inaczej – bez zawiści, z mniejszą potrzebą oceniania, z większym luzem i życzliwością. Nauczyłam się tu większej odwagi, radzenia sobie ze stresem oraz tego, by nie przejmować się opinią innych. Tutaj każdy żyje, jak chce – nikt w to nie wnika.

Pandemia zmieniła wiele nie tylko w Hiszpanii. Mimo że sami Hiszpanie mówią, że kiedyś było tu weselej, ja nadal widzę ogrom pozytywów. Cieszę się, że mieszkam tutaj, a nie w Polsce.

Oczywiście – szczęście nie powinno zależeć od miejsca. Nosimy je w sobie. Ale droga do odnalezienia go w sobie nie zawsze jest prosta. Z perspektywy czasu widzę, że w Polsce nie czułam się naprawdę szczęśliwa. Patrzyłam na życie inaczej, bardziej negatywnie. Czegoś mi tam brakowało – dostrzegłam to dopiero tutaj.

Za Polską już nie tęsknię. Wolę żyć w hiszpańskim świecie, który jest dla mnie o wiele bardziej kolorowy. Jest tu coś, czego na próżno szukać w szarej polskiej codzienności. Dużo łatwiej żyje mi się pośród ludzi o hiszpańskiej mentalności – z ich optymizmem, który potrafi być silniejszy niż skłonność do zatruwania sobie życia problemami.

W Hiszpanii czuję większą wolność. Stając się częścią tego kraju, stałam się też trochę innym człowiekiem. Wpłynęła na to mentalność ludzi, kultura oraz mówienie w innym języku. Dziś słowo „emigracja” brzmi dla mnie obco. Nie czuję się emigrantką. Jestem u siebie. Hiszpania zmieniła mnie – pokazała lepszą stronę życia i ukształtowała moją wizję świata. Nauczyła mnie doceniać małe rzeczy, cieszyć się chwilą, mniej narzekać i nie martwić się na zapas.

Wyjazd do Hiszpanii był dla mnie najlepszą decyzją – prawdziwą lekcją i przede wszystkim zmianą. Zmianą na lepsze.

A jak życie na emigracji wpłynęło na Was? Czego Was nauczyło? Czy również macie wrażenie, że żyjąc w innym kraju, staliście się „nowym” człowiekiem?

Podoba Ci się ten wpis? Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz go dalej. A może masz ochotę zostawić po sobie ślad w formie komentarza?
Jeśli doceniasz moje treści i lubisz czytać moje teksty, możesz mnie symbolicznie wesprzeć, stawiając mi wirtualną kawę, która da mi energię do dalszego tworzenia 🤩

Postaw mi kawę ☕️

Inne ciekawe wpisy

Powiadomienia
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Jacinto
Jacinto
4 lat temu

Dziękuję.

Ja właśnie emigruję. Oczekiwałem tego, co opisałaś i bardzo mnie cieszy, że to realne.

Do zobaczenia 😉

1
0
Czekam na Twój komentarz :)x