Życie moim okiem

Święta, Sylwester i COVID

5 stycznia, 2022

W Hiszpanii przed świętami nastąpił bardzo duży wzrost liczby zakażeń Covid-19. W ostatnich dniach padł rekord od początku pandemii. Tym razem wirus nie ominął mnie i mojej rodziny. Zaraziliśmy się tuż przed świętami. Covid to bardzo gorący temat, a że dotknął mnie bezpośrednio, postanowiłam napisać o moim doświadczeniu.

Nic nie zapowiadało tego, że w tym roku nie będzie mi dane poczuć atmosfery świąt. Przez ten okres, zamiast cieszyć się tym magicznym czasem, toczyłam walkę z wirusem. Es lo que hay (Jest, jak jest) – powiedzieliby Hiszpanie. Wirus pojawił się nagle i niespodziewanie. Bezczelnie pokrzyżował nam plany. Postanowił, że akurat teraz muszę odczuć go na własnej skórze.

Wszystko zaczęło się na dzień przed Wigilią: od dreszczy i podwyższonej temperatury. Przez kilka dni miałam lekkie zawroty głowy oraz przyspieszony puls. Całą Wigilię przeleżałam. Takiego dziwnego bólu pleców nie miałam chyba nigdy w życiu. Gorączka nie wystąpiła. Miałam jedynie stan podgorączkowy, który szybko minął. Na początku choroby bolała mnie też głowa. Czułam osłabienie jak z kosmosu.

Któregoś dnia straciłam węch, miałam zaburzenia smaku, przedziwnie zatkany nos, potworne swędzenie w krtani, ból gardła i kaszel. Wtedy zrobiłam test, który wyszedł pozytywny. Duszności ani problemów z oddychaniem na szczęście nie miałam. To, co między innymi wspominam, to dziwne, wcześniej nieznane zmęczenie, zupełnie inne niż przy grypie.

Po kilku następnych dniach straciłam apetyt. W dziewiątym dniu nastąpiło pogorszenie, jakiś przełom. Miałam straszne nudności, nie mogłam jeść. Dziesiątego dnia – jak ręką odjął – zaczęłam wracać do zdrowia. Odzyskałam smak i węch. Przeżyłam. Od wystąpienia pierwszych objawów minęło trzynaście dni. Czuję się dobrze. Nie mam już żadnych symptomów infekcji.

covid

Mój mąż przeszedł wirusa jeszcze lżej ode mnie. Pięcioletni syn skarżył się jedynie na chwilowy ból brzucha. Trzyletnia córka nie miała żadnych objawów.

Podczas choroby niepotrzebnie się stresowałam. Chyba podświadomie bałam się duszności i problemów z oddychaniem, które w ogóle nie wystąpiły. Pomimo że czułam się fatalnie, w moim przypadku wirus okazał się nie być taki straszny, jak go malują. A może miałam po prostu szczęście? Słysząc inne, gorsze historie, jestem wdzięczna i bardzo dziękuję za moją.

Podejrzewam jednak, że większość z nas będzie miała łagodne objawy infekcji – i tego życzę wszystkim z całego serca!

Może gdyby naokoło nie rozsiewano tyle strachu, przechodzilibyśmy tę chorobę jeszcze lżej? Wiadomo, stres robi swoje. Dlaczego zamiast dążyć do manipulowania ludźmi i do ich zastraszania, nie udziela się informacji, jak z tym żyć? Musimy się tego nauczyć. Musimy normalnie żyć. Przede wszystkim bez paniki, nadmiernego stresu, z największym spokojem, na jaki możemy sobie pozwolić, nie wierząc we wszystko, co mówią w telewizji i podchodząc do tego z dystansem.

PS Nie szczepiłam się.

Życzę Wam dużo zdrowia, jeszcze więcej spokoju, zdwojonej siły i mnóstwo optymizmu w tych dziwnych czasach, w których przyszło nam żyć.

Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami, zachęcam Cię do odwiedzenia moich profili w social mediach:

Inne ciekawe wpisy

Powiadomienia
Powiadom o
guest
3 comments
najstarszy
najnowszy oceniany
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Darek
4 lat temu

Fajnie to podsumowałaś! Trzeba po prostu iść swoją drogą, nie bać się i odciąć się od złych wiadomości rozsiewających strach. Jak najmniej telewizji, ale jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu z rodzinną i przyjaciółmi. Też przeszedłem kowid w zeszłym roku, a towarzyszyło mi głównie duże osłabienie i skoki temperatury. Ale jak sięgnę pamięcią wstecz głębiej, to też kilka gryp (czy infekcji) także mi trochę dopiekło.
Choroby były, są i będą i trzeba nauczyć się z tym pogodzić, a nie panikować i pozwalać sobie (i dzieciom!) wstrzykiwać jakieś paskustwo. Pod wpływem emocji i presji otoczenia.
Ja też nie jestem ‚wyszczepiony populacyjnie’.
Jeśli mogę coś doradzić, to warto sobie mniej więcej miesiąc po chorobie zrobić sobie test na przeciwciała. W Polsce jest to płatne, ale warto wiedzieć. Mam tych przeciwciał sporo, kilkadziesiąt razy więcej niż próg. I te przeciwciała (po przechorowaniu) utrzymują się u mnie na wysokim poziomie po prawie roku. U wyszczepionych zanikają po pół roku, to się potwierdziło, bo stomatolog, do którego chodzę, był strasznie zawiedziony swoim stanem, gdy wykonał test.
Na koniec – życzę Wam wszystkim dużo zdrowia i wszystkiego najlepszego w tych trudnych czasach.
P.S.
Ja również jestem zakochany w Hiszpanii, najbardziej w Andaluzji. Byłem też w Katalonii, a marzę jeszcze o Kraju Basków.

365dniwobiektywielg
4 lat temu

No to masz to za sobą. Może i Andaluzja to dobry kierunek na przyszłość.

3
0
Czekam na Twój komentarz :)x