Emigracja Życie moim okiem

Emigracja moim okiem

6 września, 2020

Chyba każdy z nas, przed wyjazdem do innego kraju, miał podobne wątpliwości. Obawa o pozostawienie rodziny w Polsce i przerażenie związane z brakiem pomocy ze strony bliskich to jedne z głównych dylematów emigrantów. Do tego dochodzi jeszcze niepewność, czy uda nam się zaadaptować w nowym miejscu, bariera językowa oraz mieszane uczucia związane z założeniem rodziny w obcym kraju.

Kiedy przeprowadziłam się tutaj, miałam tylko jedno dziecko – rocznego wtedy syna. Chociaż jestem miłośniczką Hiszpanii, na początku było mi bardzo ciężko przystosować się do nowej sytuacji. Nie dało się nie odczuć tęsknoty za Polską. To chyba naturalne. A może wynika to z przyzwyczajenia i obawy przed tym, co nowe?

Moje początki w tym kraju nie były łatwe. Chociaż nie miałam problemu z porozumiewaniem się w innym języku, musiało minąć trochę czasu, zanim mogłam powiedzieć z pełnym przekonaniem, że Hiszpania to mój dom. Były dni, kiedy z oczu płynęły mi łzy i marzyłam o powrocie do Polski, a od wewnątrz rozdzierała mnie nostalgia.

Wtedy myślałam, że macierzyństwo na emigracji to nie to samo, co macierzyństwo we własnej ojczyźnie. Sama świadomość, że nie mogę liczyć na pomoc rodziny i czasami muszę być zdana wyłącznie na siebie, wpływała na moją psychikę i wywoływała ogromny stres. Jednak z biegiem czasu uodporniłam się i zmieniło się moje myślenie.

Teraz, mając dwoje dzieci, skupiam się bardziej na swojej rodzinie, a tęsknota za bliskimi w Polsce nie doskwiera mi już tak jak na początku. Oczywiście, jak każdy, chciałabym mieć rodzinę blisko siebie. Wspaniale byłoby wpaść do mamy lub siostry na kawę czy spotkać się razem przy niedzielnym obiedzie. Ubolewam też, że moje dzieci mają tak rzadki kontakt z dziećmi mojej siostry. Mimo to w pełni zaakceptowałam fakt, że do Polski na stałe nie wrócę.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że życie na emigracji uczyniło mnie silniejszą psychicznie. Przeprowadzka do Hiszpanii to jedno z moich najlepszych życiowych doświadczeń. W jakimś sensie wzmocniło mnie i wiele nauczyło. Dzięki temu, że często muszę liczyć tylko na siebie, nauczyłam się radzić sobie w nowych sytuacjach. Owszem, miewam gorsze dni, kiedy dzieci doprowadzają mnie do ostateczności, a zmęczenie sięga zenitu. Ale są też chwile, w których jestem z siebie dumna – że mimo trudności świetnie sobie radzę.

emigracja

Czy słyszeliście o tzw. oknie tolerancji, które posiada każdy z nas? Reprezentuje ono zakres intensywności emocjonalnej, w którym czujemy się bezpiecznie i możemy cieszyć się życiem. Czasem jednak, pod wpływem doświadczeń i trudności, jakie napotykamy, to okno się zamyka – stajemy się wtedy bardziej pasywni, wycofani. Zdarza się też, że nasze emocje wymykają się spod kontroli i znajdujemy się poza tym „oknem”.

Ja przeszłam przez wszystkie te stany. W najlepszych momentach mojego życia w Hiszpanii znajdowałam się w środku okna – pełna sił i energii. Bywały jednak dni, kiedy czułam się przytłoczona zarówno emigracją, jak i trudami macierzyństwa. Wtedy moje okno pozostawało zamknięte. W najgorszych chwilach, gdy samotność i stres sięgały zenitu, znajdowałam się zupełnie poza nim. Ale zawsze udawało mi się odbić od dna, spojrzeć na życie z innej perspektywy i ponownie otworzyć swoje okno – by znów cieszyć się codziennością.

Emigracja uczyniła mnie silniejszą. Co mnie nie zabiło, to mnie wzmocniło. Może to zabrzmi dziwnie, ale już nie tęsknię za Polską. Czuję, że jestem w odpowiednim miejscu.

Nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Jedni potrzebują więcej czasu na adaptację, inni mniej. Nie każdy odnajdzie się na emigracji i potrafi sprostać temu wyzwaniu. Istnieje wiele powodów, dla których decydujemy się na wyjazd – każdy przypadek jest inny. Mnie jest łatwiej, bo kocham Hiszpanię, a życie tutaj jest spełnieniem mojego marzenia. Ale nie każdy jest w tej samej sytuacji. Nie każdy musi pałać miłością do kraju, w którym mieszka – i wtedy adaptacja jest trudniejsza.

Myślę, że zawsze jednak mamy wybór. Nie chodzi o to, by spakować walizki i z dnia na dzień wrócić do Polski, bo wiem, że to nie zawsze jest możliwe – zwłaszcza gdy mamy tu rodzinę. Emigracja, jak wszystko, ma swoje dobre i złe strony. Ale czy życie w Polsce ich nie ma?

Życie z dala od ojczyzny nie zawsze jest łatwe, ale przychodzi moment, w którym patrzysz wstecz i jesteś z siebie dumny, że sprostałeś emigracji – jednemu z trudniejszych życiowych wyzwań.

Masz wybór. Ja też go mam. Nie ma sytuacji bez wyjścia.
Jeśli chcesz coś zmienić – zrób to.
Jesteś szczęśliwy na emigracji? To wspaniale.
Pragniesz powrotu do Polski i możesz to zrobić? Pakuj walizki.
Chcesz wrócić, ale nie możesz? Zmień myślenie.

Możesz narzekać i każdej nocy płakać w poduszkę, snując marzenia o powrocie.
Możesz też potraktować emigrację jako lekcję życia i wyciągnąć z niej coś dobrego. Ja wybrałam to drugie. A Ty?

Podoba Ci się ten wpis? Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz go dalej. A może masz ochotę zostawić po sobie ślad w formie komentarza?
Jeśli doceniasz moje treści i lubisz czytać moje teksty, możesz mnie symbolicznie wesprzeć, stawiając mi wirtualną kawę, która da mi energię do dalszego tworzenia 🤩

Postaw mi kawę

Inne ciekawe wpisy

Powiadomienia
Powiadom o
guest
4 comments
najstarszy
najnowszy oceniany
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Kasia
Kasia
5 lat temu

Piekne. Jestem na emigracji w Hiszpani od roku nie ma innego miejsca na ziemi gdzie chciałabym zyc. To mój kawałek raju. W pierwszym miesiącu przytłoczyła mnie tu biurokracja, maja czas na wszystko. Z meldunkiem chcieli bym czekała miesiąc ale moj partner poprosił o spotkanie w punkcie informacji i po paru szczerych uśmiechach byłam zameldowana w tym samym dniu. Kolejna przeszkoda city Previa o staranie się o wydanie numeru NIE, MATKO BOSKO….. To było dopiero wyzwanie. Praca była ale numeru identyfikacji nie. Przeszlam gehennę z komisariatu na komisariat w ostateczności do ambasady. Absurd kazali czekać trzy miesiące. Dobrze ze jest ten internet i ze siedząc na plazy wyszukujesz wolnego terminu spotkania. Jest udało się w pierwszym tygodniu ale nie ukrywam ze siły na biurokracje w hiszpani mi opadły. Ale…. plaża, ludzie, kultura mentalności to najpiękniejsze co w zyciu spotkałam. Dla hiszpanów nie ma znaczenia czy jesteś z Polski, Rumuni, Maroka czy skas indziej , nie ma znaczenia czy jestes ze strefy LGBT czy nie traktują cie jak swojego. Pierwsza praca pierwszy sukces, super szefowa super praca super pracownicy, praca do której chcesz wracać i jak kończysz to jest Ci mało. Polecam. Polecam z czystym sercem Hiszpanie, Barcelona- Badalona moj raj na ziemi. Ściskam gorąco.

Marcin
Marcin
Odpowiedź do  Kasia
5 lat temu

no ale Barcelona to nie Hiszpania 😉

Ewa
Ewa
5 lat temu

Ciesz sie kochana ze teraz jest internet. Za moich czasow byla karta do tel stacionarnago za 5 euro i 300 minut do przegadania😂. Nigdy nie mow nigdy. Spedzilam 15 lat w Es i wrocilam . Tez bylo ciezko przestawic sie spowrotem. Saludos

Mia
Odpowiedź do  Ewa
5 lat temu

Ja wychowywałam dziecko w Peru. Borykałam się z dziurami w ścianach, groźnymi nerwowymi psami wałęsającymi się po ulicach, trzęsieniami ziemi i gigantycznymi różnicami kulturowymi, dotyczącymi wychowywania dziecka. Zapraszam do przeczytania mojej książki „Jak zostałam peruwiańską żoną” https://miaslowik.com/o-ksiazce/

4
0
Czekam na Twój komentarz :)x