Ważne, nieważne

Oskarżenie o plagiat, czyli moje początki blogowania

21 marca, 2021

Blogosfera to życie w sieci pełne różnych ludzi. Zwłaszcza w Internecie nie wszyscy będą dla nas życzliwi, bo najprościej kogoś obrazić nie patrząc mu w oczy. Prowadząc bloga przekonałam się o tym na własnej skórze jak niektórzy potrafią być zawistni. Na szczęście nie każdy taki jest. Mój blog przyciągnął też wspaniałe i wspierające osoby. Kiedy rozpoczęłam pisać, nie wszystkim blogerom się to spodobało. Jedna z blogerek bardzo pochopnie oskarżyła mnie o plagiat. Zrobiła to publicznie w mediach społecznościowych.

Co to jest plagiat?

Plagiat nie jest zdefiniowany w przepisach prawa. Jest sformułowaniem potocznym, tak więc przypisuje się mu bardzo różne i szerokie znaczenie. Mówiąc najprościej, słowo “plagiat” pochodzi od łacińskiego plagium, co oznacza “kradzież”, czyli kradzież własności intelektualnej. To naruszenie praw autorskich polegające na przywłaszczeniu sobie całości lub części cudzego utworu poprzez rozpowszechnianie go (bez zmian lub przerobionego) pod własnym nazwiskiem. Plagiat to zwykłe oszustwo.

Należy podkreślić, że sam pomysł, temat, czy styl nie są objęte ochroną prawa autorskiego. Prawo to chroni wyłącznie sposób wyrażenia. Dana tematyka może być więc podjęta przez inne osoby. Nie jest zabronione pisanie na podobne tematy. Nikt nie posiada ich na wyłączność. Prawo autorskie chroni treść, jej indywidualność, formę wyrażenia oraz twórcze elementy użyte w utworze.

Pochopne oskarżenie

Blogerka ta oskarżyła mnie o plagiat w sposób najgorszy z możliwych, umieszczając na swoim fanpage´u podobne fragmenty naszych tekstów do osądu swoich czytelników. Doczepiła się również do samego tytułu jednego z moich artykułów, twierdząc, że to również kopia, wprowadzając ludzi celowo w błąd, ponieważ nie wgłębiając się w sprawę i działając pochopnie, myśleli, że chodzi o cały artykuł. Według mnie, dokonała samosądu, a dla mnie jej analiza nie była do końca prawdziwa.

Oceniający mnie obcy ludzie nawet dobrze nie zapoznali się z artykułami, ale aż im się paliło do złośliwej krytyki nie tylko bloga, ale również mojej osoby.

Nie podszywałam się pod jej myśli, ani nie ukradłam niczyjej własności intelektualnej. Pewne fragmenty napisałam po prostu podobnie. Zwrotów z hiszpańskiego slangu również nie da się za bardzo przetłumaczyć w inny sposób i możliwe jest, że nie tylko ona wpadłaby na taki pomysł.

Moim zdaniem, opisując korridę, wyjaśniając znaczenie hiszpańskich kolokwializmów, czy pisząc na temat zakazów w Hiszpanii, (bo tych tekstów dotyczyły zarzuty), bardzo możliwe jest, że niektóre fragmenty artykułów, załóżmy kilku osób, będą do siebie podobne i wcale nie musi to jeszcze świadczyć o kopiowaniu.

Inną sprawą jest stworzenie przez autora czegoś całkowicie odmiennego, bardzo trudnego, czy wręcz niemożliwego do powielenia przez innych.

Jakie jest prawdopodobieństwo użycia przez dwie osoby tego samego pytania np. w zdaniu: “W Villanueva de la Torre, w nocy i podczas sjesty nie mogą szczekać psy. Tylko jak wytłumaczyć to psu?” lub zastosowania podobnego żartu o robieniu “babek” z piasku na plażach Teneryfy, gdzie zakazane jest robienie zamków z piasku?

Takie prawdopodobieństwo jest ogromne, bo nie jest to żadne oryginalne odkrycie i każdy z nas mógłby wpaść na tę samą myśl, tak że, według mnie, przesadą jest oskarżać kogoś w tym przypadku o plagiat. To były moje własne myśli i byłam nieświadoma, że ktoś już użył ich wcześniej w swoich pracach. Już nie wspominam tutaj nawet o zbliżonym tytule artykułu dotyczącego dwujęzyczności dziecięcej, bo jak dla mnie, to doszukiwanie się dziury w całym.

Nie rozumiem, dlaczego blogerka ta rozpętała taką aferę, oskarżając mnie o plagiat publicznie w mediach społecznościowych. Napiętnowała mnie od razu na starcie, podważając moją wiarygodność, kreatywność i dobre imię. Tylko ona wie dlaczego postąpiła w ten sposób. Odniosłam wrażenie, że w dodatku się z tego powodu cieszy. Bardzo szybko przypięła mi łatkę plagiatorki. Ja jednak się z tym nie utożsamiam.

Co więcej, na swoim profilu pisała o mnie nieprawdziwe rzeczy, obrażając mnie, podając fałszywe informacje na mój temat, nastawiając ludzi przeciwko mnie. Twierdziła, że moje teksty są jej tekstami, że to ona je tak naprawdę pisze, a ja się pod nią podszywam. Próbowała nawet straszyć mnie moją własną karmą. Nie rozumiem, co tacy ludzie mają w głowie. Niech każdy spojrzy najpierw w lustro, bo owszem, karma wraca, jednak w niczym nie trzeba jej pomagać…

Nie jestem złodziejką

Nie ukrywam, że na początku zabolało mnie to, ponieważ niczego nikomu nie ukradłam. Wylał się na mnie hejt. Odniosłam wrażenie, że osoby te są w jakiejś zmowie i bezpodstawnie mnie atakują. Że to jakaś internetowa nagonka. Już samo może o tym świadczyć, że publikując skopiowane według niej fragmenty, blogerka ta napisała, że zrobiła to (również) za namową ludzi na Instagramie. Opowiadała także o całej sytuacji w swojej relacji w mediach społecznościowych. Nie życzę sobie, aby temat mojej osoby był przedmiotem publicznej dyskusji!

Mało tego, “dzięki” tej Pani zablokowano mnie również na pewnej facebookowej grupie, po czym doszły mnie słuchy, że administratorka tej grupy podała do wiadomości: “Była wśród nas użytkowniczka, która raz za razem popełniała plagiat kradnąc treści z innego bloga”. Na jakiej podstawie wydała taki osąd? Bo plagiat wcale nie jest lekkim oskarżeniem, a ja nie jestem złodziejką.

Na owej grupie, niektóre Panie osądziły mnie i poddały krytyce, pisząc obraźliwe komentarze pod moim adresem np. że “jestem głupia”, “chora”, “mam nierówno pod sufitem” itp. Jestem przekonana, że takie wypowiedzi mówią bardzo wiele o nich samych. Jedna z komentujących napisała, że “ma nadzieję, że ktoś mi zbanuje bloga”. Tylko na jakiej podstawie miałby to robić? W głowie się nie mieści ile w ludziach jest zawiści. I taką dyskusję podjęły po usunięciu mnie z grupy!, o czym poinformowała mnie pewna osoba, której nie spodobały się te działania.

Czy to jest w porządku? Bezczelnie obgadać kogoś za plecami, nie dając szansy na obronę? Wydać bezpodstawny osąd? Jestem pewna, że nie potrafiłyby powiedzieć mi tego prosto w oczy. Wygląda na to, że w Internecie można więc pisać wszystko nie ponosząc żadnych konsekwencji. Niejednemu radziłabym jednak ugryźć się w język, jak również powstrzymać stukające w klawiaturę palce, zanim wypowie się na temat, którego należycie nie zgłębił i na dodatek przy okazji kogoś oczernił.

Czuję, że nie zasłużyłam na takie niesprawiedliwe ocenianie przez osoby, które mnie nie znają i nie wiedzą, jak było naprawdę. Na szczęście nie wzięłam sobie do serca tych negatywnych osądów, ponieważ są one dla mnie po prostu fałszywe. A że jestem osobą, która nie tak łatwo się poddaje, nie zrezygnowałam z dalszego prowadzenia bloga. Opinie tych ludzi nie stanowią prawdy o mnie.

A jeśli ktoś jeszcze ma jakiś problem z moim blogiem, to bardzo proszę skierować swoje kroki do sądu, a nie wysuwać oskarżenia w Internecie. Radziłabym również być ostrożniejszym w słowach oraz posługiwać się terminem “plagiat” bardziej świadomie.

Copyscape i Google

Po całym zajściu zaczęłam wgłębiać się w temat. Od początku bowiem czułam się niewinna i spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba i wcale nie było miłe.

Wykupiłam nawet wtedy program antyplagiatowy Copyscape, który nie wykazał kopii moich treści, ani dopasowań do innych stron oraz potwierdził, że moje teksty są oryginalne. Wprowadziłam również, według niej skopiowane fragmenty w wyszukiwarkę Google, co również nie wykazało duplikatu.

Były to po prostu nieuzasadnione zarzuty, czego osoby te nie są nawet świadome.

Poza tym Google nie lubi powielonych treści. Na pozycjonowanie witryny w wynikach wyszukiwania pozytywny wpływ mają treści unikatowe, oryginalne, a moje teksty właśnie takie są! Gdyby mój blog byłby plagiatem, już dawno zniknąłby z sieci. Doinformuj się więc najpierw dogłębnie zanim kogoś tak łatwo oskarżysz!

Bądź świadomy, o co oskarżasz

Oskarżenie o plagiat jest tak samo poważne, jak popełnienie go, więc radzę uważać, zanim wydasz pochopny osąd, który może być fałszywy, bo również ja mogę oskarżyć Cię o zniesławienie. Plagiat to jeden z najgorszych zarzutów, jaki można postawić twórcy, więc powinniśmy być bardzo ostrożni. Emocje nie są w tym wypadku dobrym doradcą, a wyroki podejmowane pod ich wpływem mogą okazać się niesłuszne.

Najciekawsze jest to, że pomimo twierdzi, że kradnę, do dziś nie podała mnie do sądu. Widać sprowokowanie linczu w Internecie to jej metoda, aby zwrócić na siebie uwagę. Najwyraźniej tylko o to jej chodziło. Ja jednak wiem, że prędzej czy później prawda obroni się sama.

Jestem sobą

Zarzucała mi również, że nieudolnie kopiuję styl jej pisania, używam podobnych żartów itp. Ja jednak się z tym nie zgadzam. Jestem sobą. Nikogo nie naśladuję. Jeśli ona twierdzi inaczej, to już nie mój problem i zwyczajnie mnie to śmieszy.

Nie pozwolę, aby bezpodstawnie oskarżano mnie o kradzież. Nikt nie zabroni mi pisać stylem, który wychodzi ze mnie sam. Zabawne są wręcz te porównania, a blogerka ta nie jest dla mnie żadnym autorytetem.

Miała również czelność oceniać mnie jako matkę, używając słów: “Matka, z wartościami do przekazania”. To już pozostawię bez komentarza.

Uważam, że zostałam niesprawiedliwe osądzona i dlatego nie będę siedzieć cicho. Pamiętam, że blogerka ta zasłaniała się poparciem wśród ludzi, a ja reasumując pozwolę sobie posłużyć się następującym cytatem:

Bycie w zgodzie z własnymi wartościami wymaga czasami stania samotnie. Uczciwość wobec siebie jest warta więcej niż akceptacja tłumu.

Autor nieznany

I to by było na tyle. Nienawidzę, gdy ktoś posądza mnie o coś, czego nie zrobiłam. Radziłabym wszystkim, aby mocno się zastanowili przed oskarżeniem kogoś o kradzież, bo zarzut ten może okazać się nieprawdziwy. Często takie działania są po prostu podyktowane zwykłym bólem dupy. To jest mój blog, moja pasja, moje historie, moje myśli i moje teksty. I zawsze będę tego zaciekle bronić niczym zajadły pies swojej posesji. Nie dam sobie wmówić, że jestem jakąś marną kopią. Jestem sobą, a jeśli jesteś sobą, nie masz żadnej konkurencji…

Źródła:
  • J. Barta, R. Markiewicz, Prawo autorskie, 2016
  • Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Powiadomienia
Powiadom o
guest
4 comments
najstarszy
najnowszy oceniany
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Agata Masternak
1 rok temu

Mogę się domyślać ile stresu kosztowała Cię ta sprawa, tym bardziej, że przekonałaś się jak łatwo ludzie potrafią osądzać. I myślę/ czuję, że bardziej musiała Cię zaboleć nienawiść i fałsz z jakim się spotkałaś, niż sam fakt posądzenia o rzekomy plagiat. Najważniejsze to być pewnym swego i nie dać się zakrzyczeć, dlatego życzę Ci powodzenia i dalszej owocnej pracy na blogu, po prostu rób swoje, a znajdą się ludzie, którzy zawsze Cię wesprą w trudnych sytuacjach.

Monika
Monika
1 rok temu

Dobry tekst! Myślę, że już samo pisanie przez Ciebie o tym świadczy, że nie popełniłaś żadnego plagiatu, bo człowiek, który czułby się winny siedziałby cicho. Nie przejmuj się zawistnymi ludźmi, idź do przodu i rób swoje! Pozdrawiam

365dniwobiektywielg
1 rok temu

Ważne że już po wszystkim a ty dalej idź swoją drogą

Halszka
Halszka
11 miesięcy temu

Od jakiegoś czasu śledzę Twojego bloga. Bardzo mi się podoba, świetnie piszesz! Olej zazdrosnych i mściwych, których na tym świecie nie brakuje i pisz dalej, bo świetnie Ci idzie! Głowa do góry, życzę Ci powodzenia. 💪